piątek, 17 lutego 2012

Kluska i Sabinka. Odcinek specjalny

Dziś Kluska i Sabinka przyszły z zewnątrz! Szkoła Pisania otrzymała Odcinek Specjalny od bloga prozaicy.blog.onet.pl. Ocieramy łzy wzruszenia i dziękujemy serdecznie!


poniedziałek, 13 lutego 2012

Temat ciekawy – czyli jaki?

XXI wiek wydaje się być wiekiem reportaży. Przez gąszcze nieodkrytych lub odkrytych niedokładnie krain przedzierają się Jacek Hugo-Bader, i Mariusz Szczygieł, Wojciech Jagielski, Wojciech Tochman i inni, a my cieszymy się, bo lubimy ich książki.

Lecz nie samym reportażem człowiek żyje. Dlatego dziś zastanowimy się nad ciekawym tematem w prozie.

Nasza teza jest prosta: im bardziej książka jest realna, tym więcej osób poruszy. Im więcej poruszy, tym bardziej sprawdzi się jako książka. Dziś polecamy Wam dzieła, w których stoją prawdziwe miasta, żyją ludzie, którzy mogli być prawdziwi, toczą się mają swoje historie, które na pewno komuś się przytrafiły, lub prawie przytrafiły, lub mogły, z pewnością mogły się przytrafić…
Osadzenie książki w konkretnych realiach ożywia ją. Przyjemnie jest zresztą, naszym zdaniem, poznawać miasto, panstwo, minioną lub obecną epokę, albo realia danego środowiska społecznego.

Lada chwila pojawi się w kinie film Małgorzaty Szumowskiej „Sponsoring”. Bardzo ciekawi nas, z jakiej strony problem będzie ugryziony. Głównie z tego powodu, iż będzie można porównać go z książką „Sponsorowana” Agi Kuligg (napisanej, zresztą, wcześniej). Jest to dla nas ciekawe, bo właśnie za realia była „Sponsorowana” chwalona. Za realia typowo polskie, za historię, która właśnie się, być może, komuś przydarza. Dziewczyna z małego miasteczka, bogata Warszawa, kompleksy, pragnienie bycia kimś innym, no i ten dziwny stosunek człowieka do pieniędzy, który wymyka się często psychicznej równowadze.




A jednocześnie, mimo wszystko, nie jest to reportaż.

I tu pojawia się właśnie powód, dla którego można po pozycję sięgnąć: temat (przy okazji: rozmowa z autorką: http://ksiazki.wp.pl/tytul,Szukam-sponsora-Rozmowa-z-Aga-Kuligg,wid,16913,wiadomosc.html), który porusza, a który jednocześnie jest stworzony, a nie odwzorowany. Tym samym powieść jest zawsze górą: bo temat nie musi być współczesny - z tymże z takim nieco łatwiej się przebić, być może więcej osób zechce poznać historię poznańskiego bezdomnego niż żołnierza wojny secesyjnej.
Gdy zatem poznasz bezdomnego i o nim napiszesz, możesz mieć nadzieję, że książka będzie wartka, autentyczna. Gdy nigdy bezdomnego nie widziałeś, nie usłyszysz jego historii, może się Twoje przedsięwzięcie co najmniej nie udać. Zatem: do dzieła. Do ważnych problemów, do piór. Może uda komuś się opisać miejscowość tak dobrze, jak Stefan Chwin w Hannemanie opisał powojenny Gdańsk, albo tak dobrze opowie o polskiej mentalności za granicą, jak opowiedział o japońskiej Haruki Murakami  w „Norwegian Wood”, a może poruszy problem zawsze złej wojny, wciąż gdzieś trwającej, jak zrobił to w swoim czasie sam Vonnegut? A może napisze o czymś, co jest ważne dziś, ale czego nie opisano jeszcze wystarczająco?
Wystarczy temat, dobry temat. I odrobina wyobraźni.  

Czekamy na Wasze uwagi - jak zawsze.

Ps. Jako że nasz aktualny konkurs dobiega końca, informujemy Was, że wpłynęło ponad 400 prac, które czytamy na bieżąco i wciąż, ale terminu X nie jesteśmy w stanie podać. Jesteśmy w stanie co najwyżej obiecać: postaramy się do końca lutego.

czwartek, 2 lutego 2012

Wisława Szymborska


Niekoniecznie jest tak, że nie wiemy, co napisać. Niekoniecznie jest tak, że uważamy, iż blog jest tak sprofilowany, że nie zmieszczą się w jego profilu "ciekawostki" z literackiego świata. 
To nieco bardziej skomplikowane. Zbyt zagadkowe, zbyt filozoficzne, zbyt metafizyczne. Ot, osoba powszechnie znana. Ludziom czytającym znana bardziej. Gdzieś w głowie frazy, kawałki, przemyślenia, jakie miało się pod wpływem lektury jej tekstów. Świadomość jej uroku i dowcipu - jakże często kontrastowana była z poważnym, posępnym mędrem: Miłoszem! - i inne fragmenty obcowania osobą przecież nam nieznaną.

No tak. A potem nagle zaskakuje wiadomość i nie wiadomo, co z wiadomością się robi, jak ją sobie przysposobić, uładzić. Akurat wodząc wzrokiem po półce trafia się na wydany przez Agorę czteropak płyt -

I włącza się i ogląda. I zaskakuje, słysząc, jak sam Woody Allen mówi, że miała ona "wielki wkład w moje zadowolenie z życia". I uśmiecha się, i spędza wieczór miło, choć przecież ze śmiercią. 

Zatem dziś bez literackiej dydaktyki. Dwa wiersze, jeden na okoliczość:
      
 
Chmury
 
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć -
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.
Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek -
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.
W porównaniu z chmurami
życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie że wieczne.
Przy chmurach
nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać,
a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.
Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą,
a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego
wszystkiego bardzo dziwnego.
Nad całym Twoim życiem i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.
Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć.

 
A drugi nasz ulubiony...


Kilkunastoletnia

Ja - kilkunastoletnia?
Gdyby nagle, tu, teraz stanęła przede mną
czy miałabym ją witać jak osobę bliską
chociaż jest dla mnie obca i daleka?

Uronić łezkę, pocałować w czółko
z tej wyłącznie przyczyny
że mamy jednakową datę urodzenia?

Tyle niepodobieństwa między nami
że chyba tylko kości sa te same
sklepienie czaszki, oczodoły,

Bo już jej oczy jakby trochę większe,
rzęsy dłuższe, wzrost wyższy
i całe ciało obleczone ściśle
skórą gładką, bez skazy.

Łączą nas wprawdzie krewni i znajomi,
ale w jej świecie prawie wszyscy żyją
a w moim prawie nikt
z tego wspólnego kręgu.

Tak mocno się różnimy
tak całkiem o czym innym myślimy, mówimy.
Ona wie mało -
za to z uporem godnym lepszej sprawy.
Ja wiem o wiele więcej -
za to nie na pewno.

Pokazuje mi wiersze,
pisane pismem starannym, wyraźnym,
jakim ja nie piszę już od lat.

Czytam te wiersze, czytam.
No może ten jeden,
gdyby go skrocić
i w paru miejscach poprawić.
Reszta niczego dobrego nie wróży.

Rozmowa się nie klei.
Na jej biednym zegarku
czas chwiejny jeszcze i tani.
Na moim dużo droższy i dokładny.

Na pożegnanie nic, zdawkowy uśmiech
i żadnego wzruszenia.

Dopiero kiedy znika
i zostawia w pośpiechu swój szalik.

Szalik z prawdziwej wełny,
w kolorowe paski
przez naszą matkę
zrobiony dla niej szydełkiem.

Przechowuję go jeszcze.

środa, 18 stycznia 2012

STWÓRZ BOHATERA - OSIĄGNIJ SUKCES

Na skutek przyjacielsko-biesiadnej, sobotniej dyskusji o najlepszych bohaterach książkowych z lektur jeszcze szkolnych, olśniło nas. Literatura współczesna cierpi na brak bohaterów! Bohaterów dopieszczonych, dopracowanych, z rysem psychologicznym, z cechami, na podstawie których jesteśmy w stanie stwierdzić „Nie, on nigdy by się tak nie zachował!”.

Rozpoczęliśmy prywatne śledztwo. Na kilku forach internetowych związanych z literaturą pada nawet pytanie o najciekawszego bohatera. Brak jednak odpowiedzi… prawie.

Zauważyliśmy , co następuje: popularna dziś literatura podróżniczo-reporterska typowego bohatera nie ma (jak ma mieć, skoro jest reporterska…?). Biografie niby mają, ale bohatera zupełnie nieliterackiego – ilustracja faktów to co innego niż Wołodyjowskiego ruszanie wąsem. Literatura postmodernistyczna zaś, pełna niepokojów, wielowątkowa i poszatkowana – z założenia nie może mieć postaci zdefiniowanej, o określonych cechach charakteru.

Zauważmy, na przykładach literackich przedsięwzięć z ostatnich lat (często przedsięwzięć ogromnie udanych!), że…

Kochany także przez nas Myśliwski ma wyłącznie bohatera-narratora. Czytamy splecione ze sobą historie z przeszłości i teraźniejszości, wpadamy w gładki język, wzruszamy się. Ale kim jest ten, kto mówi w „Traktacie o łuskaniu fasoli”? W „Widnokręgu”? A raczej: jaki jest? No taki… Normalny. Jest i już. Pani w szkole nie mogłaby kazać napisać jego charakterystyki.  Gdyby kazała, niejeden udławiłby się obgryzanym z nerwów ołówkiem. I słusznie.
Podobnie Bargielska w „Obsoletkach”. Choć zdecydowanie kreuje siebie jako narratorkę poprzez odwoływanie się do konkretnych przeżyć, to jednak jej przeżycia są tu bohaterami, nie ona. Trauma bohaterki, nie bohaterka. Domyślamy się, co może czuć osoba. Nie wiemy wciąż jednak, jaka jest.
Nie ma perspektywy zewnętrznej, tak jak nie ma jej u Tokarczuk, czy u Stasiuka. Pełno narratora w narratorze jak cukru w cukrze, ale rysu psychologicznego brak. Jest za to zapis myśli, po prostu zapis myśli.
Przy okazji – czy wyobrażacie sobie zapis myśli Jacka Soplicy? Zepsułoby to całą maestrię epopei.

Gdy już bohater nie jest narratorem, pojawiają się nowe trudności. Nominowana w swoim czasie do NIKE Lidia Amejko w „Żywotach świętych osiedlowych” pisze o całym osiedlu. Masłowska – o wszystkich osiedlach tego kraju. Błyskotliwy język, melodyka, mówienie o wszystkim. Wielość w miejsce jedności.  

Wobec braku człowieka z krwi i kości w literaturze współczesnej, wysuwamy wniosek: brakuje powieści z bohaterem. Bohatera z pazurem. Raskolnikowa XXI wieku. Jest to szansa dla piszących. Bardzo miło przeczytałoby się w recenzji ogłoszenie: „Oho! Takiej postaci jak Igrekowski w nowej powieści Iksińskiego nie było już dawno! Dla niej samej warto zainteresować się pozycją”.

Nasze wnioski są przy tym, jak zawsze ogólne: wiadomo, że zawsze, w gąszczu książek, pojawi się coś, co bohaterów ma. Nie chodzi nam też o to, by ich brak traktować jak wadę. Chcemy tylko zwrócić uwagę na ogólną tendencję i to niech będzie sednem naszych rozważań:  brakuje nam Kmiciców w literaturze pięknej. Zatem bierzcie się do roboty, twórzcie, obserwujcie, kreujcie, wymyślajcie.

Ps. Pozwolimy sobie na małą złośliwość… Oczywiście literatura popularna (czy raczej: zbyt popularna, nazywana przez niektórych „literaturą schodów kuchennych”)ma bohaterów, ale tradycyjnie plastikowych i opisanych w nieznośny sposób już na dzień dobry. Oto Asia czy Małgosia miała czarne włosy i temperament, w związku z czym w każdej scenie mówi z wykrzyknikiem, a gdy mówi cicho, autor lub autorka (choć częściej niestety autorka) odnotowują ten fakt: „Asia/Małgosia w sposób zupełnie do siebie niepodobny zaniemówiła”. Lub coś w ten deseń.

Ps2. Pozwolimy sobie na coś jeszcze: szperając po internetowych formach zauważyliśmy jedno: literatura Fantasy MA bohaterów. Znawcy dyskutują o ich cechach, co czyta się bardzo przyjemnie, nawet nie kojarząc za bardzo tytułów. Przypominamy sobie wtedy, że owszem, Wiedźmin ma charakter bardziej dopracowany niż niejedna postać wykreowana w czasach, gdy charakter, lepszy, gorszy lub zupełnie paskudny, mieli wszyscy.

Ps3. Na końcu, tradycyjnie, nasz typ: prokurator Szacki z kryminałów Zygmunta Miłoszewskiego. Widocznie literatura kryminalna, jak i fantastyka, tkwią jeszcze w tradycyjnych wzorcach (co nie jest wadą, tak jak wadą nie jest odejście od tych wzorców). Szacki jest na przykład nieznośny. Kobietom patrzy głównie w dekolt, jest nie fair wobec żony, ma irytujące, ciągłe przekonanie o tym, że zasługuje na coś więcej, niż otrzymuje, a wreszcie z pogarda odnosi się do wszystkiego, co nie z Warszawy, a nawet – co nie ze Śródmieścia. I jesteśmy pewni, w których momentach przemówi miło, a w których niemiło… A w końcu robi nam się bliski i to jest zdumiewający fenomen literatury w ogóle.

Ps4. Swoja drogą ciekawe, kogo Wy podalibyście jako swojego typa…

poniedziałek, 2 stycznia 2012

JAK PISAĆ, ŻEBY DOSTAĆ NAGRODĘ? O ROKU 2011

Piszemy, bo pisać kochamy. A dostawać nagrody każdy lubi. Pod banderą prowokacyjnego tytułu nie będziemy jednak serwować Wam praktycznych wskazówek typu „czym przekupić jury?”, ale zrobimy przegląd minionego roku. Pod koniec grudnia lub w pierwszych dniach stycznia wielu z nas robi rachunek sumienia lub postanawia codziennie brać prysznic. Myśli także o tym, co dobre było, a co złe. My myślimy tylko o dobrym. A zatem – do dzieła! 

Rok 2011 był Rokiem Miłosza. Patronat, przyznajmy, doskonały. Zwłaszcza do tego, by wygrywać. Jak, na przykład, Ignacy Karpowicz, który otrzymał Paszport Polityki za powieść „Balladyny i romanse”. Jeśliby tak pokusić się o odpowiedź dlaczego „Paszport…” dostał? Hm… Może dlatego, że ironizując na temat popkultury, nie powtarza banałów. Wiersze, powieści i dramaty o plastikowych reklamach i globalizacji były dobre dziesięć lat temu. Dziś ruchome schody w galerii handlowej to oczywista oczywistość. Pisanie o tym po raz kolejny w tonacji biadolenia, na przykład „upadają wartości, rosną hipermarkety”, czy coś w tym stylu, nie uda się. No bo rosną. Kiedyś rosły fabryki, no i urosły. A w końcu w większości swojej upadły.

Wręczenie Nagrody Literackiej Gdynia odbyło się szósty raz. Nagrodzono „Obsoletki” Justyny Bargielskiej, tom wierszy „Pogłos” Ewy Lipskiej oraz esej Stefana Chwina „Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni”.
„Obsoletek” opowiedzieć się nie da, chociaż są tak króciutkie. Dłubania w języku nie da się teoretyzować, więc nie teoretyzujemy. Dla nas najważniejsze jest to, że właśnie za Bargielską trzymaliśmy kciuki. Bo mało kto potrafi tak łączyć wyobraźnię z autentyzmem i traumę z poczuciem humoru. Książek pozostałych laureatów nie czytaliśmy. Ale za Lipską dajemy głowę, bo to Lipska, a tytuł Chwina jest sam w sobie pociągający, więc można założyć, że jury nie myliło się. Jeżeli zmienimy zdanie, damy znać.  

Nagroda Fundacji Kościelskich, baaaardzo ważna rzecz w świecie literatury, przypadła Andrzejowi Franaszkowi za książkę „Miłosz. Biografia”. Rzecz to monumentalna nie tylko objętościowo, ale i historycznie, obyczajowo, treściowo i kulturowo. Dziwne, że okładki nie pękają lub nie wybrzuszają się od zawartości tak bogatej. Z tego werdyktu cieszyliśmy się także. A jakże.

Największym chyba zaskoczeniem roku jest Nagroda Literacka „Nike” dla Mariana Pilota za powieść „Pióropusz”, której jeszcze nie zdążyliśmy przeczytać. Ale recenzja jest, jakby co, tutaj:

Aż dwie ważne nagrody dostała białoruska pisarska, Swietłana Aleksijewicz, autorka książki "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Została ona laureatką po pierwsze Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, a po drugie – Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus (do której nominowana była także „Sponsorowana” Agi Kuligg – i nie mamy zamiaru przestać się tym chwalić J).
Reporterka zapisała losy, jak można się domyśleć, kobiet na wojnie. Spisane historie są takie, jakie powinny być. Z cierpieniem, ale bez patosu.

Nie możemy zapomnieć też o laureacie Literackiej Nagrody Nobla, Tomasie Transtroemerze. My lubimy wiersz „Z roztopów” (z 1966) -

Spadająca spadająca woda szum stara hipnoza.
Potok zalewa cmentarzysko samochodów, migocze
za maskami.
Chwytam się mocno mostowej poręczy.
Most: wielki ptak z żelaza żeglujący obok śmierci.

Pytanie kluczowe: A co trzeba zrobić, żeby wygrać jakąś nagrodę w roku 2012?
Odpowiedź: Pisać…


Ps. Można dodać, że Vlasta Dvorackova – poetka, polonistka i najważniejsza czeska tłumaczka dzieł Miłosza, Różewicza i Szymborskiej – otrzymała Nagrodę Transatlantyk, przyznawaną przez Instytut Książki za popularyzację polskiej literatury na świecie. Nie znamy Tej Pani dobrze, ale naprawdę dziękujemy!